Doleciałąm o 6.00 rano. Nie za bardzo przytomna. Na szczęście przed lotniskiem czekał na mnie Carlos, kolega z Hospitality Club. Wszystko było jeszcze zamknięte, wiec nie miałam tutejszej waluty. Catrlos postawił mi bilet na autobus ( 1 Q) i pojechaliśmy zostawić moje rzeczy w najlepszym z najtańszych hoteli w tym mieście. Hotel Feniks. 60 Q za jednoosobowy pokój i straszny chałas za oknem. Ok 4 godz ciszy w nocy. Blisko do głównego placu z katedra. Spędziliśmy z Carlosem miły dzień. Byłam tak zmęczona, że nie chciało mi się nawet robić zdjęć. Fajnie było pooglądać miasto, które ma bardzo zła opinie ,w towarzystwie lokalsa (z ang. local person). Odwiedziliśmy miedzy innymi muzeum tekstylne. Gwatemala słynie z ręcznie tkanych i wyszywanych tkanin. W każdej wiosce kobiety noszą inne hupile (tradycyjne bluzki) i spódnice. Oboje jesteśmy wielkimi fanami tradycyjnych strojów , wiec pokazywaliśmy sobie na wzajem jakie ciuchy chcielibyśmy sobie zakupić. Carlos miał złamane serce, gdyż nie zdążył na samolot do Japonii, gdzie mieszka jego ukochana. Ona się obraziła i nie chciała z nim więcej rozmawiać. Kiedy byliśmy na internecie okazało się , ze bilety tam staniały. Zapewne z powodu świńskiej grypy. Wstąpiła w niego nowa nadzieja. Cały dzień obgadywaliśmy ten problem i doradzałam mu jak powinien postąpić. Ogólnie rzecz biorąc Gwatemala City nie jest najciekawszym miastem na świecie. spokojnie można sobie je darować.